Bo w poprzednim tygodniu nie pisałem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu-dubu... W trakcie odcinka nr 5 utwierdziłem się w przekonaniu, że dekoder z nagrywarką to dobra rzecz. I tyle w temacie tego odcinka.
Za to 6 odcinek serii okazał się najlepszy z dotychczasowych. Co prawda dialogi nadal marne, ale przecież na wojnę poetów nie posyłają, więc jest autentycznie. Pojawiła się też prawdziwa wojna. Jedna ze scen była taka nieamerykańska. No bo jak jeden amerykański żołnierz moze zabić drugiego zestresowanego, i to szpadlem w głowę. Tak po prostu. My albo on. Tak to skwitowali. Odcinek był mocny. Mam nadzieję, że teraz będzie jużz tylko lepiej.












