wtorek, 30 marca 2010

Uaha rowery dwa

Sezon rowerowy rozpoczęty. Marcin zrobił swoje pierwsze poważne kółko wokół lotniska Bemowo. Było super. Jeszcze tylko muszę poprawić kilka niedoróbek np. urwany kabelek licznika, i posuwamy.

Pacyfik, odcinek 3

No i siedzę w domu na moim pierwszym w życiu zwolnieniu lekarskim. Na Hanię. Mogłaby w końcu wyzdrowieć, bo Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami a i pogoda pikna. Wczoraj znowu oglądałem Pacyfik. Myśl przewodnia odcinka: seks. Uczmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą chciałoby się powiedzieć. Strasznie wolno się toczy ten serial, może chcieli, aby widz amerykański nadążał nad akcją. Nudą nadal wieje bardzo.

wtorek, 23 marca 2010

Czarne słońca, rozwiązanie zagadki

Poprzednie zdjęcie robiłem aparatem mojego telefonu. Wyszło fajnie i abstrakcyjnie, bo aparat jest bardzo słaby. A prawda jest taka, że zdjęcie przedstawia dno kubka z kawą dzień po. Samo zdrowie chciałoby się powiedzieć.

Pacyfik, odcinek 2

No i jestem po drugim odcinku. Nadal wieje nudą. Co prawda dowiedziałem się czegoś nowego o walkach na Guadalcanal. No bo czy fakt, że Japończycy byli dobrze zaopatrzeni a Amerykanie odcięci i głodni nie należy uznać za sensacyjny? Do wczoraj uważałem, że było lekko inaczej. Tak Amerykanie dostali łupnia na morzu, ale to Japończycy kryli się po lasach, mieli problemy z zaopatrzeniem (Tokio Express nie działał idealnie) i zjadały ich choroby.
No cóż. Wczoraj ktoś w końcu zginął. Nawet sobie chłopaki wczoraj trochę postrzelali. Chyba chcieli nadrobić czzas stracony na spacery po dżungli z odcinka pierwszego. Nuda.
A dzień dzisiaj wstał w Warszawie piękny. Obok fotka zrobiona w drodze do pracy.


czwartek, 18 marca 2010

Czarne słońca

Pytanie za sto punktów co przedstawia to zdjęcie :)

poniedziałek, 15 marca 2010

Pacyfik, odcinek 1

Zacząlem dziś oglądać to dzieło. Na razie jestem lekko rozczarowany. Nie rozerwało mnie na strzępy po pierwszej godzinie. Mam nadzieję, że później będzie lepiej. 'Kompania Braci' to nie jest. Pooglądamy zobaczymy.

Ostatnie dni zimy. Bajkowo





sobota, 13 marca 2010

Warszawskie ulice część pierwsza

Nie będę wymazywał rejestracji. Mam to w nosie. Dzisiaj na światłach, skrzyżowanie 17 Stycznia ze Żwirki i Wigury od strony lotniska widziałem takiego oto cwaniaczka. Z tyłu miał jeszcze adres internetowy swojej firmy. Tak mnie oto powitała Warszawa... trzeba będzie przywyknąć.

Don't cry for me Singapura...

Ostatnie zdjęcie, wczoraj na Changi. Jak widać Singapur opuszczałem wstrząśnięty lecz nie zmieszany. Z jednej strony radocha, że wracam do dzieciaków i Ifonki. A z drugiej żal, że już po wszystkim. Mieszkam w Polsce :)

wtorek, 9 marca 2010

XMQ6119KCNG

Dzisiaj jadąc do pracy zauważyłem dziwny autobus. Co prawda z kształtu całkiem normalny ale to oznakowanie modelu bije na głowę wszystko. Kto wymyśla takie rzeczy. Już sobie wyobrażam rozmowę klienta ze sprzedawcą: tak proszę Pana, nasz autobus King Long model XMQ6119KCNG na pewno przypadnie Panu do gustu. O raju. Widać nazwa King Long zobowiązuje.

Przyjaciel

Mój stary przyjaciel Hendrik zawitał do Sing. Nie widzieliśmy się 7 lat, ale było jakbyśmy się nie widzieli od wczoraj. Na tę okazję wypiliśmy kilka piw i pożarliśmy trochę seafood w Jumbo na Clarke Quay. A potem jakby nigdy nic wróciłem do siebie i zrobiłem tak jak obiecałem. 5km, czas 29:18. Nogi mnie bolą, żadnej kolki czy cuś, jak na pierwszy raz chyba nieźle. No i jestem lżejszy o jakieś 2 litry. Cała bieżnia była zalana jakby ktoś wiaderko wody wylał. Przygotowania do sztafety rozpoczęte.

poniedziałek, 8 marca 2010

Hearts, Yes


How we talk, how we teach our children
How they move, we direct our eyes
All the sense tuned discovery
As and as and when our hearts decide

Be ready now, be ye circle
Be the central force ye life
As the game extends the cycle
Be ready to move

Tak dzisiaj sobie słuchałem nieśmiertelnej płyty Yes 90125. Ach. Dedykacja oczywiście dla Czarka Mąki. W winylu słucha się napewno lepiej :)

Ironman


Aby ukończyć Ironman trzeba przepłynąć 3,8km, przejechać 180km na rowerze i przebiec 42,2km. Dziś przepłynąłem 4km w czasie 1h25. I zapisałem się na sztafetę 5x5km. Czyli pierwszy krok zrobiony :) Na zdjęciu basen olimpijski na którym ustanowiono ten rekord świata :)

niedziela, 7 marca 2010

Samuel Sandler

Fajny artykuł dzisiaj czytałem w GW. Z Samuelem Sandlerem. Pozwolę sobię kopsnąć tylko ostatni akapit. Bo fajny :):

"Jest taki dowcip. Chodził Żyd codziennie przez 50 lat pod ścianę płaczu, modlił się o pokój w Palestynie i kładł swoje karteczki. Jakaś dziennikarka się o tym dowiedziała, poszła do niego i pyta: co pan po 50 latach o tym modleniu się sądzi? A on: mam wrażenie, że mówię do ściany"

sobota, 6 marca 2010

Fryzjer

Dziś miałem przeżycie duchowe, mistyczne wręcz. Postanowiłem skrócić po całości busz moich włosów. Sensei w salonie na wejściu zapytał, czy robimy Kojaka. No bo chodziło mi o zejście z 12 na 6mm. Oczywiście mistrz fryzjerski i duchowy musi być ubrany na czarno, tak jak reszta gwardii przybocznej. Po usadowieniu się na fotelu oczywiście nic się nie zaczęło. To był czas na zieloną herbatę. Następnie gakusei zadała krytyczne pytanie: 1 czy 2. No tak łysy to ja nie chciałem być, więc 2. No i wtedy zaczęła się akcja. Tylko wam się wydaje, że strzyżenie maszynką to taka praca z trawą. Salon fryzjerski to nie ogródek, to taki klasztor Shaolin. Sensei cały czas czujny pokazuje swojemu gakusei jak prowadzić maszynkę podobnie jak się wyprowadza ciosy kung-fu. Ile było przy tym tłumaczenia. Co drugi pociągnięcie było dyskutowane. Chyba mi chcieli zrobić z głowy tradycyjny japoński ogródek skalny. Po raz pierwszy nad moją czupryną znęcało się dwóch fryzjerów. Mamusiu. Po jakiś 25 minutach było już z górki. Masaż skroni przy myciu głowy, ostatnie pociągnięcia nożyczkami (przecież zawsze można coś poprawić) i można przejść do finalizacji usługi. Wszyscy w salonie dziękują i życzą szczęśliwego i owocnego życia. Sensei jeszcze raz na koniec pyta czy było super i życzy szerokiej drogi. Doprawdy, wychodząc poczułem się jak mnich buddyjski. Na głowie oczywiście :)